Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Rozdział 28.. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Rozdział 28.. Pokaż wszystkie posty

piątek, 7 lutego 2014

Rozdział 28: "W dziczy"

Zerknęłam na swój telefon, żeby sprawdzić godzinę i zdałam sobie sprawę z tego, że jedziemy już dwie godziny.
Samochód zwolnił nieznacznie, a Mark skręcił w, jak mi się wydawało, żwirową drogę. Nie potrafiłam tego wytłumaczyć, ale czułam straszne poddenerwowanie. Ukradkiem spojrzałam na Zayna, który jak się okazało już uważnie mi się przypatrywał.
Mocniej ścisnął moją dłoń, dodając mi otuchy, po czym uśmiechnął się ciepło.
- Nie panikuj, Skarbie. Coś tu dla nas przygotowałem.
Przez kilka długich minut jechaliśmy żwirową drogą i dopiero po chwili w oddali zdołałam zauważyć maleńki punkt światła. W miarę, gdy pokonywaliśmy większą część drogi, światełko powiększało się, ale niezbyt znacznie. Widziałam je niewyraźnie, zwalając to na karb ciemności i otaczających nas drzew.
- A teraz co? Wyrzucisz mnie z auta i zostawisz samą pośrodku lasu? - zażartowałam rozglądając się na boki. Gdzie my do cholery jesteśmy?
- Oczywiście, że nie. - Zachichotał spiętym głosem i dopiero kiedy na niego spojrzałam, zdałam sobie sprawę z tego, że wziął mój komentarz na serio.
Samochód w końcu się zatrzymał, a ja spojrzałam w kierunku światła, które nadal było dość daleko od nas.
Mark wysiadł jako pierwszy, otwierając przede mną drzwi. Z wahaniem jak jasna cholera, wydostałam się z auta i stawiając niepewne kroki na żwirowanym podłożu, dziękowałam Bogu, że nie założyłam szpilek. Ponownie rozejrzałam się na boki, chłonąc otaczający mnie, ciemny i gęsty las i poczyłam ciarki na plecach.
Zayn pojawił się przy mnie w ułamku sekund i zaraz chwycił mnie za rękę.
- Wiem, że nie jestem romantykiem, ale zawsze chciałem to zrobić. - Nieśmiało wzruszył ramionami.
- Będziemy tu urządzać jakieś piesze wycieczki?
Ponownie usłyszałam jego spięty śmiech.
- Nie.
- No to o co chodzi?
- Cierpliwości - odpowiedział z uśmiechem, mocniej ściskając moją dłoń. - Chodź. Tam powinny być koce, pewnie jest ci zimno.
Z wielkim uśmiechem na twarzy, ale i z wahaniem ruszyłam za Zaynem, w kierunku powiększającego się światełka w oddali. Jakąś chwilę zajęło nam dotarcie do punktu docelowego i zaczęłam zastanawiać się, czemu Mark po prostu nie podjechał tutaj, zamiast wysadzać nas na kompletnym pustkowiu. Wkrótce miałam dowiedzieć się dlaczego zostawił nas samych w tej dziczy.
Ścieżka prowadziła nas głęboko w las. Wreszcie dotarliśmy do polany, którą z łatwością przeoczyłby każdy przejeżdżający tędy biwakowicz. Zayn odwrócił się twarzą do mnie i sięgnął po obie moje dłonie.
- Jesteśmy na miejscu - powiedział z uśmiechem, po czym ponownie zwrócił się plecami do mnie, odsuwając z drogi stare gałęzie, blokujące przejście. Schyliłam się, przechodząc pod prowizorycznym łukiem zrobionym z zarośli, ukazującym tajemnicze miejsce wybrane przez Zayna.
- O, mój Boże - westchnęłam rozglądając się po przepięknym krajobrazie natury.
To wszystko przypominało coś w rodzaju dziedzińca na zewnątrz małej chatki, która na pierwszy rzut oka mogła wydawać się zapomniana i opuszczona, ale przy drobnym wysiłku Zayna odzyskała swoją świetność. Wszystko dookoła pokryte było drobnymi, jasnymi światełkami co tylko dodatkowo sprawiło, że miejsce to było bardziej czarujące. Pomiędzy wysokimi, rozłożystymi drzewami, oświetlonymi białymi lampeczkami choinkowymi, na trawie rozłożone było kilka koców, obok których zapobiegawczo umieszczono jeszcze zapasowe nakrycia. Tuż przy prowizorycznym legowisku stał mały stolik, a nim wiklinowy kosz.
Puściłam rękę Zayna i weszłam wgłąb przepięknej łąki. Dopiero wtedy dostrzegłam ogromny, biały ekran zawieszony w słusznej odległości od naszego posłania i uśmiechnęłam się szeroko.
- Kino na świeżym powietrzu? - zapytałam nie mogąc ukryć tego, że jestem pod ogromnym wrażeniem. - Jeszcze nigdy wcześniej czegoś takiego nie widziałam.
Zayn wzruszył ramionami.
- Jak już mówiłem, nie jestem zbyt dużym romantykiem.
- No i tu się właśnie mylisz. To jest bardzo romantyczne. Zaczynam kwestionować...
- Ej, wiem co masz zamiar powiedzieć. Nie rób tego - przerwał mi poważnym tonem, ale wiedziałam, że tylko żartuje.
- Dominant, czy kompletny mięczak... I tak cię kocham.
- Czy ty właśnie nazwałaś mnie mięczakiem? - Jego wzrok był przepełniony wyzwaniem. Och, tak strasznie kochałam takiego filuternego Zayna.
- Kompletnym mięczakiem - powtórzyłam, powoli idąc w tył, żeby nieco zwiększyć dystans między nami.
- Ranisz moje ego, Greene.
- Och, teraz to Greene? - Ekscytacja rodziła się w moich żyłach, kiedy Zayn zaczął odwzorowywać moje kroki, tym samym zmniejszając dystans między nami. - Podobają mi się te nowe przezwiska - zachichotałam.
- Mięczak, to nie jest moje przezwisko - rzucił z uniesioną brwią.
- Czujesz się nim urażony?
- I to jak. - Żartobliwie przyłożył dłonie do klatki piersiowej, akcentując swoje słowa.
- Aww, biedny, mały mięczak.
Zayn zatrzymał się w półkroku i zmrużył swoje oczy.
- Lepiej zacznij uciekać.
Zamarłam w miejscu i momentalnie zaczęłam skanować jego twarz, żeby przekonać się, czy mówi serio, czy tylko żartuje. Nie żartował. Jego sylwetka posztywniała, gdy w bezruchu wpatrywał się we mnie, jakby był łowcą, a ja jego ofiarą.
Pisnęłam głośno i zerwałam się do biegu, jakby gonił mnie seryjny morderca. Zayn deptał mi po piętach. Jako miejsce ucieczki wybrałam najbezpieczniejszy według mnie punkt, chowając się za wielkim, białym ekranem. Widziałam jego cień po drugiej stronie płótna i mimo, że wszystko to było strasznie ekscytujące, to chciałam po prostu przestać się chować i rzucić się w jego ramiona.
- Marco?* - zawołał Zayn, na co żartobliwie przewróciłam oczami. Może nie widział mojego cienia?
- Polo - zachichotałam, odsuwając się nieco od ekranu. Zayn zbliżył się do jego krawędzi, więc szybko przeszłam do drugiego końca.
- Marco - powiedział pełnym wyczekiwania głosem, gdy przebiegłam na drugą stronę płótna, kątem oka zerkając na rozłożone koce.
- Polo! - krzyknęłam, pokazując mu język, ale był zbyt szybki.
Zanim zdążyłam ponownie mu uciec, chwycił mnie za przedramię i już nie miałam najmniejszej ochoty wyrywać się z jego objęć. Czułam jego zdefiniowany tors na moich plecach. Kompletnie zbił mnie z pantałyku, kiedy zaczął mnie łaskotać.
- Przestań! - Mięśnie na moim brzuchu zaczęły napinać się w niekontrolowanych spazmach, gdy próbowałam powstrzymać nieunikniony napad śmiechu. Zayn jednak nie miał zamiaru przestać. Po chwili nogi ugięły się pode mną i oboje wylądowaliśmy na chłodnej trawie. Łzy zaczęły spływać strugami po moich policzkach, a ja ledwo łapałam oddech ze śmiechu. Zayn przestał momentalnie i odsunął się lekko. Uśmiech z jego twarzy zniknął i zastąpiony został głęboką zmarszczką między brwiami.
- Co się dzieje? - zapytał skonsternowany.
Zachichotałam cicho.
- Nic. - Zaciągnęłam się powietrzem i ponownie zaczęłam się śmiać. - Czemu pyt...
- Czemu płaczesz? - zapytaliśmy niemal w tym samym czasie. Sekundę później Zayn wycierał moje mokre policzki.
Zmarszczyłam czoło na ułamki sekund i znowu wybuchnęłam śmiechem, rozbawiona tym nieporozumieniem.
- Ze szczęścia - zapewniłam z uśmiechem, a on wyraźnie się rozluźnił. Zawisł nade mną i lekko cmoknął mnie w usta i sam uśmiechnął się pod nosem.
- Nie jestem mięczakiem.
- Okej, panie Obrażalski. Nie jesteś mięczakiem, a co za tym idzie... - zamilkłam na chwilę i uśmiechnęłam się szeroko. - Zamiast mnie ukarać, załaskotasz mnie na śmierć.
Brwi Zayna uniosły się w wymownym wyrazie.
- Podobały ci się zabawy z różdżką elektryczną?
Zaczerwieniłam się momentalnie, a on uśmiechnął się zadowolony z siebie.
- Zmieniasz temat.
- Czyżby? - Ponownie uniósł brwi i zaśmiał się cicho. -  Przecież ci się podobało. Nie ma nic złego w byciu perwersyjnym od czasu do czasu - dodał z rozbawieniem, a ja zaczerwieniłam się jeszcze bardziej, o ile w ogóle było to możliwe. - Chodź.
Zayn podniósł się z trawy, stając na równe nogi, po czym wyciągnął rękę w moją stronę. Chwyciłam ją bez wahania, a on podniósł mnie z ziemi bez najmniejszego wysiłku. Przy każdym kontakcie z jego skórą czułam znajomy przepływ energii, które nie zawodził mnie nigdy. Zayn wskazał dłonią na łóżko zrobione z koców i uśmiechnął się lekko.
- Jest naprawdę wygodne. Mam kolację, jeśli jesteś głodna.. - zaczął niepewnym i nerwowym tonem. Mój seks ekspert zniknął gdzieś w ułamku sekund, a na jego miejscu pojawił się niewinny Zayn.
- Jestem głodna - bąknęłam, przerywając mu.
- To dobrze - odparł ściągając swoje, już nie tak idealnie wypolerowane, buty i usiadł na kocu, po czym podniósł na mnie wzrok. - Siadaj.
Odpięłam swoje sandały i umościłam się na posłaniu, próbując przyjąć jakąś komfortową pozycję.
- Nie mam tu zbyt dużego wyboru jedzenia. Planowałem posiedzieć tu z tobą chwilę i potem zabrać cię na jakąś pełnodaniową kolację, ale chyba możemy opuścić część oficjalną i od razu przejść do deseru.
- Na co masz ochotę?
- Na deser właśnie - odpowiedział z rozbrajającym uśmiechem.
- No to widzę, że faktycznie nieźle to wszystko zaplanowałeś. Co jest na deser?
Zayn uniósł brwi i wymownie nimi zakołysał.
- Wiesz co jest na deser.
- Nie, serio pytam. - Odzwierciedliłam jego wyraz twarzy, kiedy napięcie między nami zaczęło rosnąć.
Bardzo powoli oblizał swoje usta.
- Oprócz ciebie, mam jeszcze truskawki, albo lody - powiedział i zmarszczył brwi. - Zimno ci?
Potrząsnęłam przecząco głową, ale Zayn i tak wiedział, że kłamię, więc nie wiem po co w ogóle próbowałam. Od razu sięgnął po jeden ze złożonych obok koców i otulił mnie nim, pocierając przy tym moje ramiona, jakby to miało mnie rozgrzać. Nawet trochę mu się udało, ale byłam zbyt rozproszona otaczającym mnie pięknem natury, żeby przywiązywać wagę do panującej temperatury.
- Cudnie tu - odezwałam się oczarowana. Naprawdę było pięknie i prawie magicznie. Takie scenerie widuje się jedynie w filmach, byliśmy tylko my i natura, małe lampeczki, gwiazdy na niebie i odgłosy nocy. To wszystko było uspokajające i niepokojące zarazem.
Zayn uśmiechnął się czule. Ten wyraz jego twarzy był jeszcze rzadszy, niż pełny uśmiech godny włoskiego modela, którym raczył mnie raz na jakiś czas.
- Chciałem, żebyśmy byli tu sami.
- No to, udało ci się zrobić to dość ekstremalnie, bo wywiozłeś nas na kompletne pustkowie. Jesteśmy dosłownie po środku niczego - zażartowałam nieśmiało.
- Nikt nie będzie nam przeszkadzał - dodał, puszczając mi oczko.
- Tylko my dwoje, tak?
 - Tylko my dwoje - potwierdził, zakładając pasemko włosów za moje ucho. Pocałował mnie tak szybko i niespodziewanie, że nawet nie wiedziałam, kiedy to zrobił. Odsunęłam się szybko, zanim zdążył zawładnąć mną przy pomocy swojego eksperckiego doświadczenia.
Musiałam pozbierać się do kupy, zanim otworzyłam usta, żeby coś powiedzieć. Gdybym nie odetchnęła na spokojnie, zaraz zażądałabym czegoś więcej. O wiele więcej.
- Co obejrzymy? - zapytałam z trudem normując oddech. Uśmiechnął się, a w jego pociemniałych oczach błysnęło podniecenie, gdy zerknął w stronę białego projektora.
- Naszą seks taśmę.
Uniosłam brew i popatrzyłam na niego, jakby oszalał.
- Wow, no to z pewnością będzie bardzo romantyczne - wypaliłam sucho, a on przewrócił oczami.
- Żartowałem, Victoria. Ludziom takim jak ja, zdarza się czasem żartować. - Samo słuchanie go mówiącego takie rzeczy, było dla mnie dziwne.
- Nie miałabym nic przeciwko temu, żebyśmy ją obe...
- Nie. Już raz próbowaliśmy. Nie chcę, żebyś oglądała takie rzeczy - przerwał mi rzeczowym i ponownie poważnym tonem. Sięgnął po kosz stojący na małym stoliku i położył go miedzy nami.
- Mam tu bagietki z kurczakiem, ficelle* z łososiem, arghh... - urwał na chwilę wyjmując z koszyka poszczególne dania. Cienkie plasterki różnorakich chlebów z rybą, albo kurczakiem na wierzchu, a mi na sam widok zaczęła lecieć ślinka. - Mam też trochę popcornu. - Uśmiechnął się szeroko i z trudem powstrzymywałam śmiech widząc tę jego chłopięcą stronę. Rzadko miałam okazję ją obserwować, więc cieszyłam się z tego widoku tym bardziej.
- Chyba zostanę przy bagietkach z kurczakiem. Wyglądają na sycące - sięgnęłam po jedną z uśmiechem na twarzy.
- Mam wino.
- Przywiozłeś wino? - zapytałam z niedowierzaniem.
- I szampana. Przygotowałem się.
Zachichotałam pod nosem.
- Pełen luksus, panie Malik.
Zayn uśmiechnął się zadowolony z siebie i sięgnął po ficelle.
- Jadłaś je kiedyś?
Pokręciłam przecząco głową.
- Nie.
- Są naprawdę dobre. Zamknij oczy i otwórz buzię. Smakuje wyśmienicie, jeśli skupisz się tylko na tym zmyśle.
Po przeciągłym spojrzeniu na przepięknego mężczyznę siedzącego naprzeciwko mnie, zamknęłam oczy rozchylając usta i cierpliwie czekałam na to co miało przyjść.
- Pierwszy - powiedział Zayn.
Oblizałam usta i ponownie je rozchyliłam, by po chwili poczuć twarde pieczywo na moim języku.
- Gryź - mruknął. Mimo, że wcale pewnie nie miało to żadnego podtekstu seksualnego, ani nic w tym rodzaju, to cała sytuacja i jego polecenie wywołało w moim wnętrzu wybuch pożądania.
Wgryzłam się w cienki chlebek i od razu poczułam miękkość łososia na podniebieniu. Rozpoznałam też smak twarożku i jęknęłam usatysfakcjonowana.
- Łosoś z białym serem. Pierwszy już za tobą, smakował ci?
- Smakował - odpowiedziałam pospiesznie, a po chwili poczułam jego miękkie usta przy moich. Cmoknął mnie szybko, na co zachichotałam cicho.
- Następne.
Och. To są jeszcze jakieś inne? Westchnęłam pod nosem i mentalnie przygotowałam się na kolejną degustację, lekko otwierając buzię. Ponownie wgryzłam się w pieczywo. Tym razem moimi kubkami smakowymi zawładnął aromat mięsa i mięty. Naprawdę ciężko byłoby mi zapanować nad chęcią wyrwania mu tego kawałka i pochłonięcia go w całości.
- Jagnięcina z miętą, na bank - powiedziałam otwierając oczy, a on już wpatrywał się we mnie z uśmiechem.
- Jagnięcina na marokańskiej ficelle o lekko miętowym smaku. Moja ulubiona - przyznał mi rację i sam dojadł drugą połowę.
Przełknęłam ślinę nadal czując wyrazisty smak w ustach i sięgnęłam po kawałek łososia.
- Mimo, że są dość małe to naprawdę można się nimi najeść - powiedziałam.
- Wiem. Życzy sobie pani szampana, madam? - zapytał miękko.
Skinęłam głową.
- Poproszę.
Podał mi wysoki kieliszek, który wyciągnął z niewielkiego koszyka wiklinowego, po czym napełnił go musującym napojem. Uniósł swój kieliszek w górę, jakby przygotowywał się do jakiejś przemowy.
- Cokolwiek przyniesie nam przyszłość, z tobą już zawszę będę silniejszy.
Nie mogłam powstrzymać uśmiechu, który niemal rozdzierał moje policzki.
- Bardzo inspirujące, panie Malik - rzuciłam zaczepnie. - Kocham cię - dodałam szeptem.
Zayn uniósł się lekko na łokciu i przybliżył do mnie, tak że niemal czułam jego oddech na mojej twarzy. Przez chwilę wpatrywałam się w jego oczy, ale nie mogłam okiełznać niecierpliwości i wstrzymałam oddech w oczekiwaniu i nadziei na pocałunek. Był tak blisko, że mimo nawet nikłego oświetlenia, z łatwością dostrzegałam pojedyncze włoski zdobiące linię jego szczęki i policzki.
- Twoje usta są strasznie rozpraszające - oznajmił spiętym głosem. - Ja też cię kocham.
Pocałował mnie w końcu, ale odsunął się zbyt szybko, zanim jeszcze zdążyłam nacieszyć się jego bliskością.
- Strasznie - powtórzył, po czym ponownie mnie pocałował. Tym razem mocniej i bardziej intensywnie. Motyle w moim brzuchu obudziły się do życia, a serce przyspieszyło nieoczekiwanie.
Nie miałam ochoty już dłużej zajmować się szampanem, którego trzymałam, więc szybkim ruchem wyrzuciłam kieliszek za siebie, by móc opleść twarz Zayna obiema dłońmi i pogłębić pocałunek.
Podniosłam się na kolana i przywarłam do niego ciałem. Po chwili odnalazłam jego szampana i zrobiłam z nim to samo co z moim. Po prostu wyrzuciłam na bezpieczną odległość. Używając swojego ciężaru ciała zmusiłam go, żeby się położył, nie odrywając swoich ust do jego warg.
- Jezu - mruknął Zayn. - Czekaj.. - Z trudem zaczerpnął oddech, kiedy lekko odsunęłam się od niego. Moje włosy opadały wokół jego twarzy, kiedy tak wpatrywał się we mnie z dołu. Wyraźnie widziałam, że był kompletnie zbity z tropu. Uśmiechnęłam się w odpowiedzi na jego reakcję.
- Naprawdę uwielbiam, kiedy się tak zachowujesz, ale..
- Ale? - Zasmucona wydęłam usta i uniosłam brwi. Zawsze musi być jakieś "ale".
- Pragnę cię, zaufaj mi. Naprawdę cię pragnę. Zawsze - urwał na moment uśmiechając się pod nosem. - Ale chciałem ci pokazać coś, co dostałem od twojej mamy. - Uniósł się lekko, podpierając łokciami, po czym założył mi moje zmierzwione włosy za uszy.
Zmrużyłam oczy. No cóż za wyczucie czasu. Już kompletnie przeszła mi ochota.
- Co ci dała?
- Oglądaj - szepnął.
Poprawiłam się na kocach i zajęłam pozycję siedzącą, żeby dobrze widzieć biały ekran przed nami. Byłam podekscytowana, ale i trochę poddenerwowana. Co my będziemy oglądać?
Zayn wyciągnął swój telefon, a po kilku sekundach gdzieś za naszymi plecami uruchomił się projektor, rozświetlając płótno.
Zaczerwieniłam się momentalnie, kiedy moim oczom ukazała się mała dziewczynka, siedząca w wannie i chlapiąca wodą na lewo i prawo, jakby właśnie przeżywała najlepszy czas swojego życia.
- Skąd ty to masz?! - jęknęłam, chowając twarz w zagłębieniu między jego szyją, a ramieniem. Zaśmiał się cicho, nie odrywając wzroku od dużego ekranu przed nami.
- Chyba nie chcesz powiedzieć mi, że nie byłaś najbardziej uroczym dzieckiem na świecie - rzucił zaczepnie, używając zbyt cukierkowego tonu, niż było to konieczne.
- Wyłącz to, błagam. Nie miałam przednich zębów..
- Uśmiech, Tori. - Z głośników popłynął głos mojej mamy. Mała dziewczynka w wannie wyszczerzyła się w szerokim uśmiechu ukazując brak obydwu jedynek.
Jęknęłam ponownie i zakryłam twarz dłońmi.
- Nie fajnie.
W odpowiedzi usłyszałam tylko śmiech.
- Przynajmniej nie byłaś obcięta od miski.
- Jestem za to pewna, że tobie byłoby do twarzy w takiej fryzurze - dodałam zaczepnie.
- Widziałem tylko kilka moich zdjęć z dzieciństwa - odezwał się Zayn, wzruszając ramionami. - Nie mam ich zbyt wiele.
Zmarszczyłam czoło zerkając na niego niepewnie. Wyglądał na zamyślonego, zagubionego i myślami chyba był całkiem gdzieś indziej. Dopiero wtedy zdałam sobie sprawę jak drażliwym tematem jest dla niego dzieciństwo z uwagi na to jak bardzo zaniedbywał go jego własny ojciec.
- Większość zdjęć z dzieciństwa pochodzi z okresu, kiedy miałem cztery lata i wzwyż. Właśnie wtedy Trisha wzięła mnie pod swoje skrzydła. - Uśmiechnął się słabo, a ja przygryzłam dolną wargę.
- Trisha jest cudowną cudowną matką.
- To prawda. I naprawdę żałuję tego wszystkiego co zrobiłem i przez co musiała przejść. Ta kobieta praktycznie uratowała mi życie. A ten dupek... Mój ojciec...
Zayn zamilkł na chwilę i jedynym dźwiękiem wypełniającym ciszę, były odgłosy z moich rodzinnych filmów video, które akurat nie bardzo poprawiały zaistniałą sytuację.
- Jestem pewna, że mu na tobie zależało...
- Nie. Byłem tylko jego kulą u nogi - przerwał mi, wpatrując się tępo w przestrzeń, jakby to była jego jedyna forma ucieczki i zachowania spokoju.
- Nie mów tak, to nieprawda - odparłam niepewnym tonem. Nastrój między nami całkowicie się zmienił.
- Niestety, to jednak prawda. Nie zasługuję na ciebie. Nie zasługuję na twoją miłość, ale jestem egoistą. Jestem dokładnie takim samym egoistą, jak mój ojciec. - Zamilkł na dłuższą chwilę i przeniósł na mnie wzrok. - Umarłbym dla ciebie. Tak samo jak mój ojciec umarł dla mojej mat...
- Przestań. Nie mów tak. - Potrząsnęłam głową.
- Jestem taki sam jak on.
- Zayn, spójrz na mnie. - Objęłam jego twarz dłońmi, a w jego oczach nie widziałam nic oprócz zagubienia. Nie... Wróć do mnie. - Nie jesteś taki jak on. Jesteś sobą. Przestań się tak zachowywać, proszę cię.
- Odebrałbym sobie życie dla ciebie.
- Przestań! Myślałeś w ogóle może o tym, że ja bym tego nie chciała?! Po prostu przestań! - Podniosłam głos, a on zamrugał skonsternowany. - Przestań się tak zachowywać. Zawsze możesz na mnie liczyć! Błagam, Zayn, po prostu przestań się tak zachowywać, bo zaczynam się ciebie bać.
Z trudem przełknął ślinę i oplótł mnie ramionami.
- Przepraszam - bąknął.
Odetchnęłam głęboko i mocniej wtuliłam się w jego ciało.
- Nigdy więcej nie mów, że odebrałbyś sobie dla mnie życie.
- Zrobiłbym to.
- Przestań. - Odsunęłam się od niego na szerokość ramion, po czym pocałowałam go, jakby ode tego zależeć miała cała moja przyszłość. - To myśli samobójcze. - Rzuciłam półgłosem nie mogąc uwierzyć w to co usłyszałam. Zaczynałam panikować. Co się tu się, do kurwy nędzy, dzieje?!
- Zrobiłbym dla ciebie wszystko, Victoria. Owinęłaś mnie sobie wokół małego palca. Nie spodziewałem się, że kiedykolwiek dożyję dnia, w którym powiem dziewczynie, że nieodwołanie należę tylko do niej. Jestem twoim uległym.
Konsumowała mnie szybkość bicia mojego serca. Przygryzłam wargę nie mając pojęcia co mam powiedzieć. Najpierw ta cała gadka o samobójstwie, a teraz to?! Jeszcze nie przetrawiłam tego o czym mówił wcześniej. To był naprawdę poważny problem, skoro w ogóle poruszył temat odebrania sobie życia.
- Kochaj się ze mną - bąknęłam niewyraźnie. - Wyłącz projektor i rozbierz mnie.
- Tak jest, madam. - Sięgnął po swój telefon i po szybkim naciśnięciu odpowiednich klawiszy odgłosy filmów w tle ucichły, a otaczały nas tylko dźwięki nocy. Było tak cicho, że niemal słyszałam swoje walące serce i urywany oddech, przerywany jedynie dźwiękiem rozsuwanego suwaka w mojej sukience. Zayn muskał moją nowo odkrytą skórę, powolnymi ruchami zdejmując jedno ramiączko po drugim.
- Chcę, żeby ta noc była niezapomniana - szepnął. - Przejmij nade mną kontrolę.
- Zayn Malik moim uległym. Może to nawet mi się spodoba.
Zayn uśmiechnął się pod nosem.
- Co mam robić, proszę pani?

_______________________________________________________________

Przypisy:
[1.] To taka gra, gdzie jest szukający i chowający się. Coś jak nasza zabawa w chowanego, z tymże szukający ma tu zasłonięte oczy i nie widzi nic, dlatego woła "Marco" i ten, który się schował odpowiada "Polo" i wtedy szukający po głosie ma go znaleźć. Mam nadzieję, że zrozumieliście.
[2.] Ficelles - to rodzaj pieczywa, coś jak bagietka, tylko z innego ciasta, bardziej chrupkiego i "zbitego". Nie wiem jak Wam to wytłumaczyć  dokładniej xD 

_______________________________________________________________
OD TEJ PORY, Z UWAGI NA TO, ŻE JESTEŚCIE JUŻ !!!NA BIEŻĄCO!!! BĘDĘ TŁUMACZYĆ WAM NOTKI AUTORKI, JESLI TAKOWE BĘDĄ ZNAJDOWAĆ SIĘ POD ROZDZIAŁEM I BĘDZIE W NICH JAKAŚ WAŻNA INFORMACJA. 
W notce pod tym było tylko to, że Chanel przeprasza, że rozdział jest tak krótki, ale w kolejnym będzie cała kontynuacja :D 
Z UWAGI NA TO, ŻE JESTEŚCIE JUŻ 

!!!NA BIEŻĄCO!!! 


NIE PYTAJCIE MNIE O TO, KIEDY POJAWI SIĘ KOLEJNY ROZDZIAŁ BO JA TEGO NIE WIEM. 
CHANEL DODAJE ROZDZIAŁY ŚREDNIO RAZ NA TYDZIEŃ.
Ps. Taka moja rada..... Autorka jest jeszcze bardziej nerwową osobą ode mnie lolz i naprawdę nie polecam ciągłego pytania jej o kolejny rozdział, bo się wkurwi. XD 
JEŚLI CHCECIE BYĆ DOINFORMOWANI ZAJEBIŚCIE DOBRZE ZAPRASZAM DO FOLLOWNIĘCIA OFICJALNEGO KONTA SERII COLD NA TT:
Dziewczyna ściśle współpracuje z autorką. Znajdziecie tam informację o tym, kiedy pojawi się nowy rozdział, jakieś zapowiedzi itd. Ja w miarę możliwości też będę Was o tym informować i jesli będziecie chcieli będę tłumaczyc dla Was te "zapowiedzi" kolejnych rozdziałów. 
Teraz PLZ uzbrójcie się w cierpliwość i czekajcie na informacje o kolejnej aktualizacji, które pewnie też pojawią sie na moim twitterze.
Luv ya, dzięki wielkie za czytanie i w ogóle! :D